Ferrari SF90 Stradale

Świat motoryzacyjny od wczoraj zachwyca się nowym Ferrari – SF90 Stradale.
1000-konna hybryda otrzymała silnik V8 o pojemności 3990 cc i mocy 780 KM wspomagany trzema (!) silnikami elektrycznymi. Łączna moc układu wynosi okrągły 1kKM 
Wizualnie będą oczywiście podzielone opinie, choć nie da się wyprzeć podobieństwa linii bocznej do 488. Wciąż odnosi się wrażenie, że zarówno F8 Tributo, jak i SF są wariacjami na temat 488 właśnie.
Czy to wada? Nie oceniamy.
Oceniamy natomiast performance, a ten jest znakomity.
Parametry techniczne są imponujące, a cała moc przekazywana jest dodatkowo na 4 koła.
Poruszanie się w tył obsługuje wyłącznie silnik elektryczny.
Do 135 km/h możemy jechać wyłącznie na prądzie – i wyłącznie z napędem przednim. Zasięg około 25 km.
Nowa koncepcja wnętrza (choć z kształtami również przypominającymi 488) kieruję uwagę kierowcy na drogę bardziej, niż kiedykolwiek. Hasło przewodnie to „Eyes on the road, hands on the wheel”

‼️ ASSETTO FIORANO: to, co nas zaintrygowało najbardziej.
Po raz pierwszy klienci Ferrari od razu będą mogli wybierać pomiędzy wersją bardziej cywilną, a bardziej sportową. Wygląda na to, że coś, czym wcześniej było Speciale dla 458 i Pista dla 488, teraz będzie opcją dostępną od razu.

 

1a03ea9646073d7e054a3e4e5b66b6d6 61255232_10156492719372055_6908994339213410304_n 61357141_10156492694717055_2409222876323381248_n 61536340_10156492694897055_6021732079581003776_n 61617741_10156492719342055_736274131745505280_n 61637231_10156492694617055_613580110238318592_n SF90 ASSETTO FIORINO

Porsche Cayenne KUPE

Kilka dni temu Porsche zaprezentowało światu nową wersję nadwoziową Cayenne, którą nazwano COUPE.

Celowo odczekałem kilka dnia aż branżowe media opiszą ten istotny fakt, mając od początku jakieś tam swoje spostrzeżenia.

Po pierwsze – przyznaję, że nowa wersja wygląda świetnie. Tak na prawdę Cayenne od początku mogłoby tak wyglądać i pewnie sprzedawało by się jeszcze lepiej.

Jedna rzecz jednak nie daje mi spokoju: nazwa.

Kto jak to, ale Porsche chyba powinno wiedzieć czym jest nadwozie COUPE.

Jeśli jednak jakimś cudem zapomniało, to ja dyskretnie przypomnę:

porsche-911-carrera-992-2019-9

 

Można też zerknąć do wikipedii:

Coupe

 

Oczywiście zaraz mi tu skomentujecie, że chodzi o „SUVA w stylu Coupe”, a nie Coupe jako takie. No pewnie, że tak! Ja to doskonale wiem, ale idąc tymi tokiem rozumowania można zrobić wszystko „w stylu czegoś”, np. mikrofalówkę w stylu piekarnika, albo miskę w stylu wanny. Albo dom publiczny w stylu parlamentu. A nie, czekaj…

Tak sobie myślę, że przez lata przemysł motoryzacyjny tak się zmienił, że nowe segmenty są czymś zupełnie naturalnym. Nie widzę więc problemu, żeby zrobić segment pod tytułem SUC (Sports Utility Coupe), nie mylić z SUCZ.

Trochę dziwię się marce Porsche, że tak lekką ręką dewaluuje styl nadwozia, który jest nierozerwalnie związany z jej istnieniem.

Dobrze sprawę rozwiązał Mercedes, nazywając jeden ze swoich pojazdów może dziwnie i nieco przydługawo, ale jednak bardziej trafnie: 4 door Coupe. Wiadomo przecież, że bez „4 door” w nazwie nie można by było zastosować określenia Coupe w przypadku wielkiego 5- drzwiowego liftbacka, ale w tym przypadku celem było zwrócenie uwagi na pewien fakt.

Tym faktem jest istota nadwozi w stylu Coupe, czyli emocje i (najczęściej) sport, który się wiąże z takimi karoseriami.

A z czym wiąże się SUV? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.

Poza Cayenne i Mercedesem, mamy na rynku tez inne tego typu rodzynki, jak choćby Renault Megane Grand Coupe (LOL), czy BMW 4/6 Grancoupe. Tego jednak nie ma sensu nawet komentować.

 

2020-porsche-cayenne-coupe-5 2020-porsche-cayenne-coupe-6 2020-porsche-cayenne-coupe-7

Wesołych Świąt od Lotusa!

Lotus w Polsce nie jest zbyt popularną marką, jednak każdy miłośnik samochodów wie, że to wyjątkowe pojazdy.
Wie o tym również ekipa z Norfolk z Anglii, która postanowiła złożyć entuzjastom motoryzacji wyjątkowe życzenia na święta 😀
Wykorzystali do tego Evorę GT410 z silnikiem 3,5 V6 na kompresorze Edelbrocka. Jak to małe coupe sprawdza się przy dostarczaniu choinki?
Sprawdźcie sami!

Pierwsi w Polsce jeździmy Alpine A110

Alpine A110 –  francuska miłość.

Kiedy w zeszłym roku przy okazji targów w Genewie pisaliśmy o tym modelu, czułem, że może to być czarny koń w klasie sportowych samochodów za około 250 tys PLN (oficjalna cena wersji Premiere Edition wyposażonej we wszystkie dodatki to 256 tys PLN brutto).

Interesująca koncepcja wracająca korzeniami do historii i pomysłu założyciela marki – Jean’a Redele musiała po prostu skraść moje serce, ponieważ uwielbiam samochody „dla kierowcy”.

Jasne jest, że nowe Alpine A110 nie wygra konkursu na najlepszy wykres na hamowni, ani może nie będzie najszybsze na Północnej Pętli, ale who cares?

Jean Redele miał inny pomysł w latach 50′ gdy zaczynał swoją przygodę z budową samochodów: poza głodem zwycięstw sportowych, chciał ludziom dać auto, które sprawi nieopisaną frajdę podczas codziennej jazdy, zwłaszcza na górskich, krętych drogach. A ponieważ jego poligonem testowym często był Alpy, stąd nazwa marki stała się oczywista.

O historii marki z całą pewnością lepiej pisze Wikipedia, natomiast ja chciałbym co nieco Wam powiedzieć o swoich wrażeniach z jazdy.

Suche dane techniczne i opisy brzmią interesująco:

– 1080 kg w wersji Pure i 1103 kg w pełnej wersji Premiere Edition

– centralnie umieszczony silnik 1.8 l 252 KM/320 Nm (produkowany przez alians Nissan – Renault w Busan, Korea)

– rozkład mas 44/56 % w stosunku przód – tył

– aluminiowa struktura nadwozia (96%)

– w pełni płaska podłoga i tylny dyfuzor zapewniające świetną aerodynamikę

– 7-biegowa skrzynia dwusprzęgłowa firmy Getrag z mokrym sprzęgłem

– tylny napęd 😉

A jak jest w rzeczywistości? Zagraniczne media okrzyknęły nowe A110 jako pogromcę Caymana, ja natomiast do momentu testów nie brałem tego na poważnie. Pomyślałem sobie, że dużo w tym jakiegoś marketingu.

Fakt jest taki, że producent dał nam możliwość porównania nowego Alpine z głównymi konkurentami: Porsche 718 Cayman, Alfą 4C i Audi TT. Zrobiliśmy nimi sporo kilometrów zarówno na krętych drogach podmiejskich, jak i na torze.

O Audi TT nie ma co mówić, bo nawet nie pamiętam jazdy nim – nie oszukujmy się, trudno w Audi znaleźć emocje, choć to porządny, niemiecki wóz.

Co z resztą? Zaraz się tego dowiemy.

Jako pierwszy pojazd dostałem… Alpine. Choć to oczywiście kwestia gustu, od razu urzekły mnie linie wnętrza i oczywiście samo nadwozie – to jeden z tych pojazdów, które na żywo wyglądają lepiej niż na zdjęciach. Jadąc „wiejskimi” drogami od razu w oczy rzuca się lekkość i zwinność. Czujesz jedność z pojazdem. Auto nie wzbudza żadnego strachu choć jest zaskakująco szybkie! Nawet mniej wprawny kierowca nie będzie bał się wykorzystywać możliwości francuskiego sportowca.

Zresztą tryby jazdy dość znacznie różnią się od siebie i w trybie Normal auto zachowuje się bardzo grzecznie, wręcz komfortowo – to kolejne zaskoczenie. Jak oni tego dokonali? Auto świetnie się prowadzi, a jednocześnie ma tak dobry komfort jazdy.

Jest kilka powodów tego stanu rzeczy. Po pierwsze: zawieszenie. Niespotykane w tej klasie podwójne, aluminiowe wahacze z przodu i z tyłu sprawiają, że doznania z jazdy są niewiarygodne. Do tego specjalne amortyzatory i zestrojenie całości. Podczas jednej z kolacji we Francji miałem możliwość porozmawiać z kilkoma osobami, które tworzyły ten samochód. Okazuje się, że nad balansem podwozia, zawieszeniem i ogólnie prowadzeniem pracowali ludzie niegdyś pracujący dla Lotusa… Teraz wszystko jasne 😉

Oczarowany pracą podwozia wsłuchałem się nieco w resztę mechaniki. Umieszczony za plecami silnik brzmi zaskakująco dobrze jak na 4-cylindrowy, to kolejne zaskoczenie. Reakcja na gaz i praca skrzyni biegów również nie pozostawiają nic do życzenia. W zasadzie nie mam się do czego przyczepić, choć bardzo bym chciał. No może układ kierowniczy mógłby być nieco sztywniejszy (choć to może moje osobiste zboczenie, bo mam w garażu Lancera Evo), aczkolwiek o precyzji złego słowa nie powiem.

Po przesiadce do Caymana spodziewałem się kilku rzeczy:

precyzji jazdy, jakości wykonania i dźwięku. I rzeczywiście – układ kierowniczy w Porsche jest sztywniejszy, ale precyzja jest dokładnie taka sama jak w Alpine.

Jakość: świetne materiały i pozycja za kierownicą, ale testowany Cayman wydawał irytujące dźwięki z okolic osłony pomiędzy wnętrzem i silnikiem. To mnie rozczarowało, bowiem we francuskim samochodzie była kompletna cisza!

Podobać się może też dźwięk 4-cylindrowego boksera i jego moment obrotowy, ale są tu dwa spostrzeżenia: na dłuższą metę Cayman może wydać się niektórym za głośny a na mokrej lub brudnej nawierzchni auto ma problemy z trakcją. Plus dla Alpine! Kolejny? Tak!

Następna w kolejności była Alfa. Lubię ją, bo Alfy są ładne, a ta jest nawet piękna 😉

Ale Alfa 4C to maszyna specyficzna – choć goły karbon we wnętrzu wygląda pięknie, to cała reszta materiałów, wyposażenia i ogólny komfort… no cóż, nie ma o czym mówić 😉

Ale przyznaję, że wrażenia z jazdy zapewnia potężne – jest narowista, głośna, twarda i niska, czyli świetna na tor. Nie chciałbym jednak jeździć tym autem na co dzień.

Po całym dniu jazdy drogami Normandii, nazajutrz udaliśmy się na tor, zabierając całe trio. Owszem – zrobiłem tam kółko w Audi TT, ale znów nie wiem co o nim napisać, serio.

Bardziej interesowało zachowanie Alpine na torze. I po raz kolejny nie wiem, jak oni tego dokonali. Zwinność, przewidywalność i precyzja są po prostu świetne. Pewnie zasługa w tym niskiej masy i jej rozłożenia, ale wciąż nie wiem, jak połączono tak dobrze codzienną użyteczność z TAKIMI właściwościami jezdnymi. Nie ukrywam, że do tej pory stroniłem od francuskiej motoryzacji, ale nowe A110 z całą pewnością zmieni moje podejście.

Inżynierowie, z którymi rozmawiałem wskazują na dwuwahaczowe zawieszenie jako główny powód takiej pracy podwozia i ja im wierzę. Uwagę zwróciłem jeszcze na jedno – trakcję na mokrej nawierzchni. Była tak dobra, że zapytałem obsługę, czy to na pewno są fabryczne opony… TAK! Specjalnie przygotowane dla A110 Micheliny Pilot Sport 4 są wyposażeniem seryjnym Premiere Edition i na prawdę – robią robotę!

Może trochę zbyt dużo czasu poświęciłem na wrażenia z jazdy, a trzeba pamiętać, ze nowe A110 ma również szereg innych zalet. Bardzo dobrze wyposażone wnętrze jest pięknie wystylizowane i równie dobrze wykonane – królują skóra, karbon i aluminium. Kubełkowe fotele Sabelt, które ważą zaledwie 13,1 kg są tak wygodne, że w ogóle nie odczułem potrzeby regulacji pochylenia oparcia. System multimedialny rozbudowany o telemetrię pokazuje przeciążenia, czasy na torze, osiągi, temperatury płynów w silniku, skrzyni biegów i wiele innych danych.

Mógłbym użyć jeszcze wielu superlatywów do opisania tego auta, ale nie chcę zanudzać.

Opiszę więc je trzema frazami: lekkość, zwinność i poczucie jedności z maszyną. Coś, co obecnie nie jest takie oczywiste nawet wśród sportowych maszyn.

Francuzi wspaniale uszanowali zamysł założyciela marki. Będąc w fabryce Alpine w Dieppe, widziałem ludzi pełnych pasji, którzy pracowali na specjalnie wydzielonej linii produkcyjnej przygotowując się do seryjnej produkcji. Szkoda trochę, że moce produkcyjne historycznej fabryki Alpine są ograniczone do około 3000 sztuk rocznie, bo auto jest zdecydowanie warte tego, aby cieszyło oko na ulicach i cieszyło wielu kierowców, którzy będą mieli przyjemność nim się poruszać.

Zdjęcia: własne, Alpine Planet

Dane techn Alpine

Galeria z majówki we Włoszech – zapraszamy!

 

Shortcut – official trailer Drive Trip Italy

Już wkrótce pojawi się pełny film z naszej majówki przygotowany przez PPCinematography.

Tymczasem zapraszamy do obejrzenia trailera!

 

Miś. Volvo V90 Cross Country

 

Nie będzie dziś szyderstw ani sarkazmu znanych z filmu Barei, bowiem samochód, o którym mowa jest zdecydowanie poważny. No właśnie – ale czy nie aż za poważny?

Podszedłem do testu nowego Volvo V90 Cross Country z pewnym dystansem. Volvo przecież kojarzy się z bezpieczeństwem, statecznością i powagą. Ja natomiast użytkuję na codzień BMW F30, a więc auto stawiające trochę bardziej na frajdę z jazdy i emocje.

Czy w dużym, uterenowionym kombi z dwulitrowym dieslem pod maską i automatyczną skrzynią można liczyć na jakiekolwiek emocje?

Pierwsze spotkanie z nowymi modelami Volvo to bardzo pozytywne zaskoczenie. Wydaje mi się, ze wyglądają one zdecydowanie lepiej na żywo niż na zdjęciach. Choć stylistyka to oczywiście kwestia gustu, trzeba przyznać, że auta tej marki wyróżniają się swoim stylem i jak dla mnie – są piękne. Nie tylko linia nadwozia może się podobać. Piękne są detale, oświetlenie, a także wnętrze. Choć właściwie cały środek auta jest naszpikowany elektroniką, asceza stylistyczna jednoznacznie pokazuje z jakiego kraju pochodzi ten wóz. I robi to bardzo dobre wrażenie. Materiały, spasowanie i działanie elementów multimedialnych zasługują na miano klasy premium. Testowany egzemplarz był ponadto wyposażony w nagłośnienie Bowers&Wilkins, które potrafiło nawet ze zwykłej „empetrójki” wyciągnąć dźwięki, jakich się nie spodziewałem. To kolejny element poza stylistyką, który wzbudził we mnie emocje. Przebywanie w pięknym wnętrzu V90 Cross Country i słuchanie muzyki z tego nagłośnienia to fantastyczne doznanie. Tak samo zresztą jak sama jazda szwedzkim kombi. Otrzymując auto od dealera Auto Boss Chorzów nie spodziewałem się sportowych doznać, ani zbytniej dynamiki prowadzenia. Owszem – 2-litrowy diesel o mocy 235 KM radzi sobie bardzo dobrze z niezbyt lekkim przecież autem (blisko 2 tony), a automatyczna skrzynia działa płynnie i bardzo przewidywalnie, ale przyjemność z jazdy jest odbierana tutaj inaczej niż w niemieckich markach. Pełen spokój, poczucie bezpieczeństwa i atmosfera relaksu to rodzaj tych emocji kojących codzienny pośpiech i nasz stresujący tryb życia. No właśnie – tytuł tego wpisu wziął się od reakcji mojej pasażerki – powiedziała, że auto jest „misiowe”. To idealne określenie nowego V90 Cross Country – jest przytulne, wzbudza zaufanie i izoluje od otaczającego nas świata. Auto jest bardzo dobrze wyciszone, nie spodziewałem się również, że tak dobrze będzie do niego pasować 4-cylindrowy diesel. Silnik świetnie dogaduje się z 8-biegowym automatem i napędem na 4 koła.

Zaskoczeniem jest też układ kierowniczy – jest naprawdę dobry w czasie szybszej jazdy i pracuje bardzo lekko na postoju. Ja osobiście wolałbym nieco twardsze zawieszenie, ale umówmy się – to moje małe zboczenie. Jestem pewien, że osoby kierujące się do salonu Volvo i rozważające kupno nowego V90 CC nie myślą tymi samymi kategoriami co ja 😉

Spędziłem dwa bardzo miłe dni za kierownicą nowego Volvo V90 Cross Country. Auto w testowanej specyfikacji kosztuje około 350 tys PLN (szczegóły na stronie http://autoboss-chorzow.volvocars-partner.pl/). Z każdą godziną coraz bardziej mnie ten wóz zaskakiwał – komfortem, techniką i dopracowaniem. Polubił go bardzo mój 6-letni syn, któremu imponowała przestrzeń, szklany dach i… multimedia. To bardzo znamienne – pomimo aspiracji do klasy premium, nowe V90 CC świetnie się sprawdzi w roli auta rodzinnego, budząc w użytkowniku wiele sympatii i zaufania. Mogłoby być czymś w rodzaju członka rodziny – sympatycznego misia, na którym zawsze można polegać.

 

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy firmie Auto Boss – dealerowi Volvo z Chorzowa

http://autoboss-chorzow.volvocars-partner.pl/

Szczegóły techniczne, wyspoażenie oraz konfigurator:

http://autoboss-chorzow.volvocars-partner.pl/modele/v90cc/

Zdjęcia: WS.works

_PH_7758-2

_PH_7752-2

_PH_7760-2

_PH_7761-2

_PH_7770-2

_PH_7781-2

_PH_7794-2

_PH_7800-2

_PH_7818-2

_PH_7846-2